Paweł Stachnik

Bitwa pod Płowcami. Pierwszy zwycięski remis

Bitwa pod Płowcami w oparach mgły na obrazie Feliksa Sypniewskiego Fot. Fot. Archiwum Bitwa pod Płowcami w oparach mgły na obrazie Feliksa Sypniewskiego
Paweł Stachnik

27 WRZEŚNIA 1331. 690 lat temu pod Radziejowem i Płowcami siły króla Władysława Łokietka starły się z Krzyżakami. Wynik starcia był remisowy, ale i tak wszyscy ogłosili zwycięstwo.

Osadzeni w 1226 r. na pogranicznej ziemi chełmińskiej Krzyżacy szybko podbili plemiona pruskie i na ich terytorium zbudowali własne państwo. Było sprawnie zarządzane, dobrze rozwijało się gospodarczo i dysponowało znaczącą siłą militarną. Było też ekspansywne, bo przywódcy zakonu cały czas myśleli o poszerzeniu granic swoich ziemskich włości. Gdy zabrakło Prusów, Krzyżacy zwrócili się przeciw pogańskim Litwinom, a gdy pojawiła się okazja - także przeciw jak najbardziej chrześcijańskiej Polsce.

Krzyżacka zdrada

Zbierając pod swoją władzą rozdzielone ziemie polskie książę Władysław Łokietek w 1306 r. objął Pomorze. W grudniu tego roku przyjął w Byszewie na Kujawach hołd przedstawicieli pomorskiego rycerstwa i mieszczan. Jednak apetyt na tę prowincję mieli także władcy Brandenburgii z rodu Askańczyków.

Latem 1308 r. siły brandenburskie dotarły pod Gdańsk i obległy go. Miasta skutecznie broniła polska załoga, ale jasne było, że bez odsieczy za jakiś czas będzie musiała się poddać. Pojawił się wtedy pomysł, by o pomoc poprosić Krzyżaków, wszak fachowców w wojennym rzemiośle. Kontakt z nimi nawiązał sędzia gdański Bogusza. Podczas rozmów w Elblągu ustalono, że zakonnicy usuną Brandenburczyków i zostawią w Gdańsku załogę, strzegącą miasta. Łokietek zatwierdził umowę.

Krzyżacy szybko przysłali swoje oddziały, które wyparły brandenburskich napastników, ale potem - w nocy z 12 na 13 listopada 1308 r. - zaatakowały miasto, wyrzynając polskich i pomorskich rycerzy oraz część mieszczan. Gdańsk został zajęty przez zakonników. Zaskoczonym wysłannikom Łokietka mistrz Henryk von Plotzke powiedział, że zatrzymuje gród dla zakonu, a także - uwaga! - zamierza zająć całe Pomorze…

Groźny sąsiad

W następnym roku Łokietek udał się na północ, by osobiście przyjrzeć się sytuacji i wynegocjować z Krzyżakami jakieś porozumienie. Krzyżacy nie wpuścili go (!) na Pomorze, więc rozmowy odbyły się na granicy. Plotzke zaproponował wykupienie dzielnicy przez księcia (formalnie jako zapłatę za usługę), jednak podana przez niego suma była ogromna i przekraczała możliwości Łokietka.

Rozmowy niczego nie przyniosły, a Krzyżacy zbrojnie zajęli resztę Pomorza, zdobywając Świecie. Następnie zaś wykupili od Brandenburgii prawa do tej dzielnicy, co miało dać oficjalne podstawy do włączenia jej do państwa zakonnego. Ukoronowaniem tych zaborczych działań było przeniesienie jesienią tego roku stolicy zakonu z Wenecji do Malborka nad Nogatem. Łokietek nie mógł zareagować, bo zajęty był w Małopolsce sporem z biskupem krakowskim Janem Muskatą.

Tak oto Krzyżacy zagarniając Pomorze znacznie powiększyli obszar własnego państwa. Zakon, który w założeniu Konrada Mazowieckiego miał być jedynie polskim lennikiem i zbrojnym narzędziem piastowskich książąt, najpierw zabezpieczył sobie terytorialne podstawy, potem pozbył się zależności od Polski, a teraz odebrał jej ważną i bogatą dzielnicę. W 1308-1309 r. okazało się, że na północy wyrósł Polsce silny, groźny i ekspansywny sąsiad.

Książę, a od 20 stycznia 1320 r. król Władysław Łokietek, nie zamierzał jednak zrezygnować z Pomorza, dzielnicy związanej z Polską od czasów pierwszych Piastów. Wytoczył zakonowi proces przed sądem papieskim. Wysłannicy papieża rozpoczęli obrady 14 kwietnia 1320 r. w Inowrocławiu. Przesłuchano świadków, wysłuchano głosów przedstawicieli obu stron. 9 lutego 1321 r. sąd wydał werdykt, na mocy którego Krzyżacy mieli oddać Pomorze i zapłacić wysokie odszkodowanie. Zakon oczywiście wyroku nie uznał i odwołał się do papieża, a to, przynajmniej na razie, wstrzymało egzekucję.

Wojna sojuszy

Wpływ na konflikt polsko-krzyżacki miało także międzynarodowe otoczenie Polski. Oto w 1311 r. tron czeski objął Jan Luksemburski, syn cesarza Henryka VII z możnego rodu Luksemburgów. Po wymarłych Przemyślidach odziedziczył także pretensje do polskiego tronu i w tytulaturze nazywał się królem Polski. Oznaczało to konflikt z Łokietkiem, który bynajmniej nie myślał o kapitulacji przed możnym sąsiadem (Luksemburczyk określał Łokietka lekceważącym mianem „króla Krakowa”).

Oczywistym sojusznikiem czeskiego władcy był zakon, również wrogi Polsce i zainteresowany jej pognębieniem. W 1329 r. Jan zorganizował z Krzyżakami wyprawę przeciw pogańskiej Żmudzi. Duże siły przeszły z Wrocławia przez ziemie polskie do Prus i zaatakowały Litwę. Wtedy związany z nią sojuszem Łokietek (królewicz Kazimierz, poślubił w 1325 r. córkę wielkiego księcia Giedymina - Aldonę) wywiązał się ze zobowiązań i najechał należącą do zakonu ziemię chełmińską.

Czesi i Krzyżacy zawrócili ze Żmudzi i weszli na ziemie polskie. Zdobyli ziemię dobrzyńską i oblegli Płock. Jan Luksemburski nadał Pomorze swoim krzyżackim sojusznikom jako „jałmużnę” za ich trud walki z poganami. A 12 marca 1329 r. zawarł w Toruniu układ z wielkim mistrzem Wernerem von Orseln. W ten sposób państwo Łokietka zostało wzięte w kleszcze.

Rajd przez Polskę

Okrążający Polskę sojusz czesko--krzyżacki był bardzo groźny. Jednak Łokietek w odpowiedzi zastosował ten sam sposób - uruchomił własne sojusze. Uzyskał pomoc władcy Węgier Karola Roberta oraz wielkiego księcia Giedymina. Z węgierskimi i litewskimi posiłkami, prowadząc dość znaczne siły, wyprawił się latem 1330 r. na Dobrzyń, który bez powodzenia próbował odzyskać. Odstąpiwszy od miasta wszedł do ziemi chełmińskiej i gruntownie ją spustoszył. Ta akcja skłoniła Krzyżaków do zawarcia rozejmu. Działania zbrojne przerwano na siedem miesięcy.

Przerwę Praga i Malbork wykorzystały do zaplanowania skoordynowanego uderzenia na Królestwo Polskie, od północy i południa. Sojusznicy mieli spotkać się około 21 września pod Kaliszem. Taki najazd mógł doprowadzić do likwidacji Królestwa Polskiego jako niepodległego państwa. Luksemburczyk zamierzał rozciągnąć władzę na Wielkopolskę, a Krzyżacy chętnie zagarnęliby kolejny kęs polskiej ziemi, np. Kujawy. W tym celu właśnie bracia gromadzili broń i zapasy, ściągali najemników. Krzyżacka wyprawa pod dowództwem wielkiego marszałka Dietricha von Altenburga wyruszyła w połowie lipca 1331 r.

Najpierw liczące kilka tysięcy ludzi siły rekonesansowe wkroczyły na Kujawy i do Wielkopolski. Idąc szerokim pasem pustoszyły teren. Szybko zdobyły Bydgoszcz i uderzyły na Pyzdry, gdzie miał przebywać następca tronu, królewicz Kazimierz, którego chciano pojmać. Kazimierz zdążył umknąć, a w Pyzdrach doszło do pierwszego większego starcia. Wojewoda poznański Wincenty z Szamotuł zaatakował stojących w zniszczonym mieście napastników. Nie odniósł sukcesu: w zaciętej walce stracił sporo rycerzy i musiał odstąpić. Krzyżacy ruszyli dalej: dotarli pod Poznań, zdobyli i spalili Gniezno. W ciągu 10 dni spustoszyli całą północną Wielkopolskę i nie napotkali poważniejszego oporu.

A przecież główne siły krzyżackie miały dopiero uderzyć. Ich dowódca, komtur krajowy chełmiński Otto von Luterberg, zbierał je pod Toruniem. Przybyły oddziały z Inflant oraz goście z Europy Zachodniej, w tym 100 rycerzy angielskich. Całość miała liczyć 6-7 tys. ludzi, w tym tysiąc ciężkiej jazy i 200 braci zakonnych.

Wyprawa wyruszyła 12 września. Luterberg nie chciał forsować Wisły na pograniczu polsko-krzyżackim, lecz wkroczył na sojusznicze Mazowsze i tam bezpiecznie przeprawił się pod Płockiem. Ruszył dalej pod Kalisz, gdzie miało odbyć się spotkanie z siłami czeskimi. Tych jednak nie było… (dotarły dopiero na początku października) Kalisza Krzyżakom nie udało się zdobyć i po paru dniach bezskutecznego oczekiwania na sojuszników, wobec wieści o zbliżających się oddziałach Łokietka oraz nadciągających Wielkopolanach pod wodzą Wincentego z Szamotuł, komtur nakazał odwrót.

Bitwa we mgle

Wracając Krzyżacy po drodze zdobyli Konin, a potem skierowali się w stronę Brześcia Kujawskiego, leżącego w rodzinnym księstwie Łokietka. Za maszerującymi napastnikami postępował polski władca prowadząc około 4 tys. rycerzy z Małopolski i Wielkopolski. Mając słabsze liczebnie siły próbował prowadzić wojnę szarpaną. Komtur Luterberg podzielił swoje wojsko na dwie części. Pierwsza, liczniejsza, posuwała się w kierunku Brześcia. Druga, słabsza, licząca około 2 tys. ludzi, postępowała za nią, zajmując się po drodze zbieraniem żywności potrzebnej przy planowanym oblężeniu Brześcia. Dowództwo sprawował wielki marszałek Dietrich von Altenburg.

Rankiem 27 września 1331 r. postępujące za Krzyżakami siły Łokietka wpadły przypadkiem na obóz oddziału Altenburga pod Radziejowem. Doszło do gwałtownej walki, którą przerwała poranna mgła. Pozwoliło to obu stronom na przegrupowanie się. Łokietek nakazał Wincentemu z Szamotuł zablokowanie Krzyżakom od czoła drogi w kierunku Brześcia, sam zaś uderzył na nich z boku. Hasłem bojowym Polaków - pozwalającym rozpoznać się w zamęcie walki - było słowo „Kraków”.

Bitwa toczyła się zgodnie ze średniowiecznymi zasadami. Rycerz zmagał się z rycerzem, a o zwycięstwie decydowała osobista biegłość w posługiwaniu się kopią i mieczem. Dwa razy ogłaszano przerwę dla odpoczynku i opatrzenia rannych. Walki trwały od rana do południa. Podczas trzeciej szarży Polaków na zakonną linię, z konia spadł krzyżacki chorąży, a razem z nim chorągiew z czarnym krzyżem. To wywołało panikę wśród mnichów. Ich szeregi załamały się i poszły w rozsypkę. Tylko nielicznym udało się wyrwać z polskiego okrążenia i umknąć. Reszta została pokonana. Do niewoli wzięto 56 braci zakonnych i ich poważnie rannego dowódcę marszałka Dietricha von Altenburga. Łokietek mógł zapisać na swoim koncie zwycięstwo.

Zachęcony powodzeniem ruszył w stronę Brześcia, by dojść główne siły krzyżackie. Zapewne chciał wykorzystać zaskoczenie i być może pobić je tak, jak zdołał to uczynić ze strażą tylną. Tyle że zaskoczenia nie było, bo uciekinierzy zaalarmowali krzyżacki oddział Luterberga, a ten zawrócił i spiesznie podążył na pomoc współbraciom.

Klęska po zwycięstwie

W ten sposób koło wsi Płowce (około 7 km od Radziejowa) Łokietek natknął się niespodziewanie na tych, których ścigał - główne siły krzyżackie. Rozgorzała chaotyczna walka. Początkowo przewagę zyskali Polacy. Część wojowników pruskich rzuciła się do ucieczki. Zatrzymał ich komtur bałgijski Henryk Reuss von Plauen i ponownie skierował do walki. Przez dwie godziny bitwa toczyła się mniej więcej w wyrównany sposób. W pewnym momencie jednak polskie szyki załamały się, a niektóre oddziały podały tyły. Wśród uciekających był także królewicz Kazimierz.

Reszta polskich rycerzy pozostała i walczyła zawzięcie. Wzięto nawet do niewoli von Plauena. Przed zachodem słońca Łokietkowe siły napierane przez przeważających liczebnie Krzyżaków poszły w rozsypkę i wycofały się. Krzyżacy ruszyli w pościg. W pogoni dotarli na pobojowisko pod Radziejowem, gdzie znaleźli ciała zabitych we wcześniejszym starciu współbraci. Widząc je wstrząśnięty Luterberg kazał wymordować wszystkich polskich jeńców. Zaprotestowali Prusowie, którzy nie chcieli rezygnować z okupu. Komtur poszedł na kompromis i pozwolił ocalić stu najznaczniejszych rycerzy. Resztę stracono.

Bitwa była poważna. Biskup kujawski Maciej z Gołańczy polecił pochować zabitych, których naliczono aż 4187. Zginęło 73 braci, czyli ponad jedna trzecia krzyżackich rycerzy.

Jaki był bilans bitwy, a w zasadzie dwóch bitew? Pierwsze starcie Łokietek zdecydowanie wygrał, drugie przegrał, w dodatku bezpowrotnie stracił wielu rycerzy. Krzyżacy też stracili wielu braci, a von Plauen trafił do niewoli. Po bitwach porzucili jednak zamiar zdobywania Brześcia i pospiesznie wycofali się. Obie strony ogłosiły zwycięstwo.

Dla Polaków było to o tyle ważniejsze, że po raz pierwszy nasze rycerstwo było stroną zaczepną i po raz pierwszy zadało w polu klęskę zakonnikom, którzy uchodzili dotąd za niepokonanych. Zwycięstwo 71-letni król uczcił uroczystym wjazdem do Krakowa, prowadząc wśród jeńców komtura bałgijskiego.

Bitwy pod Radziejowem i Płowcami niczego nie rozstrzygnęły. Jeszcze w tym roku Krzyżacy wrócili i spustoszyli Kujawy, a roku następnym zdobyli Brześć Kujawski, Inowrocław i całe Kujawy. Potrzeba było jeszcze prawie 200 lat zmagań, by Polska mogła uwolnić się od groźnego północnego sąsiada.

W polskiej tradycji bitwa pod Płowcami stała się wielkim zwycięstwem. Wymieniano ją jednym tchem pośród sukcesów oręża polskiego: Cedynia, Niemcza, Psie Pole, Płowce, Grunwald… Paradoksalnie, miejsce klęski - Płowce - dało nazwę zwycięstwu. Przegraną pod Radziejowem zepchnięto w cień i poza historykami nikt o niej nie pamiętał.

Paweł Stachnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowosci.com.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.