Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Janusz Filipiak: Jestem przeciwny udzielaniu państwowej pomocy Leszkowi Czarneckiemu. Jego banki powinny upaść

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banaś
Agaton Koziński

Janusz Filipiak: Jestem przeciwny udzielaniu państwowej pomocy Leszkowi Czarneckiemu. Jego banki powinny upaść

Agaton Koziński

Jestem przeciwny udzielaniu pomocy publicznej. Przykro mi, ale byłbym przeciwny także udzieleniu takiej pomocy bankom Leszka Czarneckiego. Przejmowanie banków za złotówkę to zamach na własność prywatną - mówi Janusz Filipiak, założyciel i prezes firmy Comarch

Często się pan spotyka z politykami?
Nie, w ogóle się z nimi nie spotykam.

Nawet na stadionie Cracovii?
(śmiech) Może tam, czasami. Trudno tego uniknąć, jeśli jest mowa o polityku z Krakowa. Ale nie traktuję tego jako miejsca do budowania jakichkolwiek relacji z nimi (Filipiak jest właścicielem klubu piłkarskiego Cracovia - przyp. red.).

Proszę powiedzieć z perspektywy polskich przedsiębiorców - czy takie spotkania jak to, gdy spotkali się w cztery oczy ze sobą szef KNF i właściciel jednego z większych banków w Polsce, są naturalne, czy to jednak coś nadzwyczajnego?
Ja sam spotykałem się z Markiem Chrzanowskim przy okazji obrad prezydenckiej Narodowej Rady Rozwoju, z kolei z Leszkiem Czarneckim rozmawiałem przy okazji różnych spotkań biznesowych. Znam ich, ale nie ukrywam, że informacje o tym, jak ich spotkanie przebiegało, bardzo mnie zaskoczyły. Ich rozmowy, jak rozumiem, były uzasadnione tym, że banki Leszka Czarneckiego znajdują się w słabej kondycji. Rozumiem, że szef nadzoru finansowego chciał się spotkać z właścicielem banku mającego kłopoty - zrobił to choćby z troski o klientów tego banku.

Czyli takie spotkanie jest naturalne - a nawet to obowiązek szefa KNF.
Tak. Ja, gdybym na przykład zauważył manipulacje na giełdowym kursie Comarchu, udałbym się do regulatora porozmawiać o tej sytuacji, poprosić o pomoc w wyjaśnieniu tej sytuacji. Uniknąć polityków czy urzędników czasami się nie da. Wręcz obowiązkiem przedsiębiorców, takich jak ja, jest przekazywać decydentom uwagi odnośnie istniejących regulacji, czy ewentualnych nieprawidłowości. Nie widzę problemu w takim spotkaniu - tym bardziej, że wiem, że łapówki oferować nie mam zamiaru. Tak samo jak wiem, że nie dam łapówki nawet, gdyby ktoś ją chciał na mnie wymusić.

Czasami jedno zdjęcie może dyskredytować.
Wiem, że mam czyste sumienie, także zdjęcie również mi nie zaszkodzi. Oddzielna sprawa, że bycie biznesmenem w Polsce wymaga zmagania się ze stereotypami wyniesionymi jeszcze z komunizmu.

O jakich stereotypach pan mówi?
W skrócie, osoby publiczne dzieli się na trzy kategorie: profesorowie, politycy i biznesmeni. Ciągle się uważa, że profesorowie są uczciwi, politycy - różnie, a biznesmeni - skorumpowani. Ten sposób myślenia utrzymuje się do dziś, 30 lat po transformacji. Tyle że przez tyle lat przestał on być aktualny.

Faktem jest, że przyjęło się uważać, że pierwszy milion trzeba ukraść. Jak rozbić ten stereotyp?
Życie go rozbija. Owszem, było sporo przypadków firm budowanych na przekręcie. Ale w ten sposób można jechać rok, dwa, pięć, może siedem. Nie da się tego robić przez 25 lat.

Przekonanie, że Polską rządzi oligarchiczny układ, który się ukształtował na początku lat 90., głęboko się zakorzeniło u części Polaków. Ten wątek powraca właściwie przy każdych wyborach - i zwykle w kontekście tych oligarchów pojawiało się nazwisko Czarneckiego.
Przykro mi bardzo, ale problemy Leszka Czarneckiego wzięły się stąd, że on zwyczajnie zaczął upadać. Podobnie jak wiele innych przedsiębiorstw, które były wielkimi gwiazdami biznesu w latach 90. Nie da się być na szczycie przez 25-30 lat, jeśli nie generuje się rzeczywistej wartości. Nie da się tego zrobić, jeśli bazuje się tylko na przewale. Widzę to najlepiej po swojej branży, informatyce. Wiele przedsiębiorstw, które w niej funkcjonowały, próbowało się przekształcać, zmieniać formułę działania, ale ostatecznie z rynku wypadało.

Teraz pan wspomina Prokom?
Między innymi, ale również inne firmy. Ale są też przedsiębiorstwa, które przetrwały kolejne dekady, rozwijając się w tym czasie. Takie firmy dzisiaj są partnerami do rozmów z politykami. Więcej, są bardziej wiarygodne w rozmowach z politykami niż niektórzy profesorowie - przecież co chwila słychać o skandalach na uczelniach dotyczących plagiatów, czy zawłaszczenia środków. Warto zauważyć tę zmianę.

Może po prostu firmy stać na dobry PR, a profesorów nie?
Nie trywializujmy tematu. Najlepiej widać, jak ten mechanizm działa, w Niemczech. Tam funkcjonują przedsiębiorstwa już w czwartym pokoleniu. Zatrudniają po kilka tysięcy osób - i one są bardzo wiarygodnym partnerem dla lokalnych społeczności. Teraz ten proces obserwujemy w Polsce. Zobaczymy, kto przetrwa kolejne lata, kto wytwarza autentyczną wartość. Bo Polacy nie są głupi. Doskonale potrafią odróżnić firmę robiącą przewałki od tej, która wytwarza rzeczywistą wartość.

Jak z perspektywy biznesu odbiera się powracające regularnie co jakiś czas polityczne wzmożenie i wezwania do walki z polską oligarchią? Puste gadanie, czy jednak traktuje to pan jako groźbę?
Na pewno takie populistyczne hasła w niczym nie pomagają. Takie janosikowe podejście zagraża elementarnemu prawu naszej cywilizacji, jakim jest prawo własności. Naprawdę wybudować dużą firmę od zera to nie jest coś banalnego. 55 proc. polskiej gospodarki tworzą przedsiębiorstwa prywatne w układzie właścicielskim. Tego nie można zniszczyć.

Obecny rząd często powtarza, że jednym z problemów polskiej gospodarki jest brak naprawdę dużych firm. Rzeczywiście?
Tak, brakuje u nas narodowych czempionów. Ale nie należy ich budować na bazie przedsiębiorstw należących do państwa. Rzeczywistą wartość tworzą firmy prywatne. Państwowe mają z tym problem, wchodzą na przykład w inwestycje, które pochłaniają mnóstwo pieniędzy, a których efektywność jest niska. Przedsiębiorstwa prywatne takie błędy popełniają dużo rzadziej - bo w nich dużo uważniej analizuje się każdy wydatek, każde 100 tys. złotych musi być właściwie zainwestowane - a właściciele takich firm bardzo starannie egzekwują odpowiedzialność od osób, które w ich imieniu te pieniądze wydają. Nie należy też spodziewać się, że polskiego czempiona stworzymy od razu. Nokia swoją pozycję budowała bardzo długo.

Zaczynała od produkcji kaloszy.
I wchodziła na szczyt zmieniając branże, którymi się zajmowała. Szybko tylko upadała.

Jest pan członkiem Narodowej Rady Rozwoju. Czy to jest forum, na którym dyskutuje się o tym, jak tworzyć narodowych czempionów?
Tam dyskutuje się bardziej o kwestiach systemowych, na przykład związanych z sektorem energetycznym. Ostatnio Roman Kluska dużo mówił o prawie w obrocie gospodarczym, o tym, że małe i duże przedsiębiorstwa mają takie same obowiązki przy raportowaniu - co według niego jest niewłaściwe, małe firmy nie powinny mieć tylko obowiązków raportowych jak większe. Ale generalnie nie za bardzo wierzę w skuteczność tego typu ciał.

Pozostało jeszcze 49% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Agaton Koziński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowosci.com.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.