Małgorzata Oberlan

Kierowca tira był jak tykająca bomba? Zmarła niewinna 45-latka

Osobówka pani Krystyny nie miała szans z tirem... Fot. J&J Osobówka pani Krystyny nie miała szans z tirem...
Małgorzata Oberlan

- Ten kierowca ukrywający padaczkę mógł zabić każdego, na przykład uderzyć TIR-em w autobus z dziećmi. Trafiło na moją żonę - mówi Wojciech Tomczyński spod Torunia. Czy proces Roberta C. w ogóle ruszy?

Kierowca Robert C. ma podstawowe wykształcenie i - według słów adwokata Tomasza Gadomskiego, jego obrońcy - przez całe życie nie wykonywał innej pracy zawodowej niż praca kierowcy. Szokuje to tym bardziej, że, według ustaleń prokuratury, mężczyzna od lat ukrywał padaczkę i wyłudził od lekarza poświadczenie nieprawdy na temat stanu zdrowia.

Robert C. miał już dwa razy odbierane prawo jazdy. Latami jakoś jego padaczka nie kolidowała z pracą. Wreszcie jednak doszło do tragedii, o którą jest oskarżony.

Do syna studenta jechała...
Krystyna Tomczyńska miała 45 lat, z zawodu była krawcową, a pasjonowała ją turystyka. Pasją zaraził ją mąż Wojciech, zawodowy pilot wycieczek.

Rodzinne strony państwa Tomczyńskich to gmina Zławieś Wielka pod Toruniem. Stąd 30 stycznia 2017 roku pani Krystyna wyruszyła w ostatnią podróż. Jechała odwiedzić studiującego w Toruniu syna. Do tragedii doszło, gdy wyjeżdżała swoją osobówką ze stacji paliw w Górsku.

Według ustaleń prokuratury, kierujący TIR-em Robert C. najprawdopodobniej dostał ataku padaczki za kierownicą. Zjechał z drogi na pobocze i po przejechaniu bez hamowania kilkudziesięciu metrów uderzył w słup latarni. Zaraz po tym - w banner reklamowy, a na końcu w samochód pani Krystyny. Biegły ustalił, że kierowca jechał za szybko - na liczniku miał minimum 87 km/h przy ograniczeniu prędkości w tym miejscu szosy do 70.

Pani Krystyna nie miała najmniejszych szans z masą i prędkością rozpędzonej ciężarówki. Zginęła na miejscu.

Oddali prawko i długo badali
Śledztwo w sprawie tego wypadku początkowo prowadziła Prokuratura Rejonowa Toruń Centrum Zachód. Długo nie było w nim wiadomo, co się dokładnie wydarzyło.

Kierowca zasłabł za kierownicą? TIR miał awarię? Różne wersje wydarzeń śledczy brali pod uwagę. Zatrzymane po wypadku Robertowi C. prawo jazdy (przez policję) szybko mu oddano. Wojciech Tomczyński wie, że kierowca szybko z tego skorzystał i dalej siadał za kółkiem. Wobec braku dowodów na to, że mężczyzna złamał jakieś przepisy ruchu drogowego, przez wiele miesięcy Robertowi C. nie stawiano też żadnych zarzutów karnych.

Ukrywał padaczkę od lat?!
- Nie do pojęcia jest to, że Robert C. przez tyle lat ukrywał padaczkę i był zawodowym kierowcą. Do tych informacji doszliśmy my, rodzina, dzięki pomocy znajomych i przyjaciół. Przekazaliśmy je prokuraturze. Wtedy śledztwo od rejonowej przejęła Prokuratura Okręgowa w Toruniu - podkreśla Wojciech Tomczyński.

Nie do pojęcia jest to, że Robert C. przez tyle lat ukrywał padaczkę i był zawodowym kierowcą

Osobówka pani Krystyny nie miała szans z tirem...
Grzegorz Olkowski Wojciech Tomczyński liczy na sprawiedliwy osąd wypadku, w którym zmarła jego 45-letnia żona.

Prokurator Andrzej Kukawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu tonuje emocje. - Na trop padaczki naprowadziły śledczych już wyniki pobranej po wypadku krwi Roberta C. Znaleziono w niej diazepam - składnik m.in. leków stosowanych przy schorzeniach neurologicznych - mówi.

Tak czy inaczej po długim śledztwie nareszcie doszło do przełomu. Prokuratura wiedziała już, w którym kierunku zmierzać i ruszyła do dzieła. Efektem stał się akt oskarżenia. Przyjęto, że Robert C. dostał ataku choroby w trakcie jazdy, dodatkowo przekroczył prędkość i spowodował wypadek ze skutkiem śmiertelnym. Oskarżono go także o wyłudzenie od lekarza poświadczenia nieprawdy, czyli takich zaświadczeń, które umożliwiły mu zdobycie stosownych uprawnień i wykonywanie pracy kierowcy.

Konsternacja: gdzie on jest?

28 sierpnia 2019 roku - tę datę wyznaczył Sąd Rejonowy w Toruniu na rozpoczęcie procesu. Tego dnia w holu sądu powoli gromadzili się uczestnicy procesu.

Mąż zmarłej pani Krystyny przyszedł w towarzystwie syna (obaj mają status oskarżycieli posiłkowych). Starał się trzymać emocjonalnego pionu, ale rozmowy z dziennikarzami z kilku redakcji okazały się trudne. Nie, nikt nie zadawał panu Wojciechowi trudnych pytań. Łzy wywoływały po prostu wspomnienia.

Reprezentujący ojca i syna adwokat Tadeusz Ardelli przyjechał do Torunia aż z Żar w Lubuskiem. Stawił się również Tomasz Sobczak z Prokuratury Okręgowej w Toruniu oraz miejscowy adwokat Tomasz Gadomski, obrońca kierowcy (z wyboru).

Sędzia Aleksandra Marek-Ossowska procesu jednak nie rozpoczęła. Dlaczego? Bo prawidłowo zawiadomiony i wezwany na rozprawę Robert C. nie przyjechał.

- Nie mam z nim kontaktu. Dzwoniłem przedwczoraj, wczoraj, jeszcze dziś. Nie znam powodu, dla którego mój klient nie stawił się - tłumaczył na sali rozpraw adwokat Tomasz Gadomski.

Sąd zdecydował, że jeśli w ciągu 3 dni oskarżony nie usprawiedliwi swojej nieobecności i nie stawi się na kolejny wyznaczony termin, zostanie do sądu doprowadzony. W praktyce oznaczałoby to dowiezienie, bo mężczyzna mieszka poza Toruniem.

- Jego zachowanie ewidentnie utrudnia postępowanie w sprawie - podsumowała sędzia Marek-Ossowska.

Osobówka pani Krystyny nie miała szans z tirem...
J&J Do tragedii doszło pod Toruniem.

Depresja oskarżonego?
Dziś obrońca kierowcy wie już więcej o losach swojego klienta. Mężczyzna od wypadku zmagać się ma z depresją. - Stosowane zaświadczenie lekarskie (choć nie od lekarza sądowego) złożyłem w jego imieniu do sądu. W telefonicznej rozmowie zapewniał mnie, że na kolejny termin stawi się do sądu - mówi adwokat.

W śledztwie Robert C. nie przyznał się do żadnego z zarzucanych mu czynów. Czy zmieni strategię w sądzie, czas pokaże. Wiadomo, że w pewien sposób cała sytuacja to też jego osobisty dramat. To prosty człowiek, który nigdy inaczej w życiu nie pracował niż jako kierowca.

Prokurator Andrzej Kukawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu przekazuje, że nie było podstaw do tego, by kierowcę obejmować dozorem policji i wydać mu zakaz opuszczania kraju. Jedynym zastosowanym wobec Roberta C. środkiem zapobiegawczym był i jest nadal nakaz powstrzymania się od prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych.

Już za kilka dni

Dla rodziny zmarłej tragicznie kobiety to też stan trudny do zrozumienia. Bliscy chcieliby, by wreszcie - po blisko dwóch latach od dramatu - ruszył sądowy proces. Opóźnienie odbierają jako dodatkowe cierpienie i policzek. Kolejny termin wyznaczono na 16 października.

Małgorzata Oberlan

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowosci.com.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.