Kultowe miejsca Bydgoszczy. Stary Rynek - nasz atrybut

Czytaj dalej
Fot. Bogusław Gummer
Krzysztof Błażejewski

Kultowe miejsca Bydgoszczy. Stary Rynek - nasz atrybut

Krzysztof Błażejewski

Miesiąc temu na Starym Rynku ożywiono roślinność. Teraz mieszkańcy miasta czekają na powrót do normalnego życia, m.in. na otwarcie restauracji.

Przyciągają tłumnie mieszkańców od wielu lat. Łączą stare i tradycyjne z nowoczesnością. Tworzą klimat miasta. W tych miejscach się bywa, o nich się mówi. Pisaliśmy już o ulubionych miejscach wypraw bydgoszczan na majówkę i Starym Kanale. Dziś: Stary Rynek i jego handlowe oraz gastronomiczne magnesy.

Stary Rynek zawsze był najważniejszym placem w Bydgoszczy. Miejscem najważniejszych wydarzeń w dziejach miasta i masowych zgromadzeń mieszkańców przy różnych okazjach. Bywali na nim królowie, tu podpisano traktaty welawsko-bydgoskie, tu fetowano niemieckich cesarzy, tu witano polskie wojska w 1920 roku.

To tutaj, na Starym Rynku, doszło do głośnych egzekucji we wrześniu 1939 r., których pamięć na wiele lat zdominowała plac. Także tutaj zbiorowo opłakiwano śmierć wielkich Polaków, wiecowano i manifestowano za i przeciw, witano radośnie gości i polskie przemiany.

Kształt nielogiczny

Dla wielu bydgoszczan Stary Rynek był przez setki lat po prostu ważnym miejscem. Tu dokonywano zakupów, umawiano się na spotkania, słuchano koncertów, oglądano filmy, organizowano kiermasze i miejskie wigilie. Sprzyjała temu sztucznie powiększona powierzchnia placu. Najpierw przez likwidację ratusza na środku rynku, a następnie, od 1940 r. po wyburzeniu w całości zachodniej pierzei. Wówczas to Stary Rynek otrzymał „kształt nielogiczny”, jak mówił przed laty architekt miejski, Ryszard Jaworski. I choć od ponad dwóch dekad działa społeczny komitet odbudowy zachodniej pierzei, choć coraz śmielej i głośniej mówi się o realizacji takiego przedsięwzięcia, przyznać trzeba, że większy obszar placu ma swoje zalety i bydgoszczanie nie tylko się do niego przyzwyczaili, ale i go polubili.

Ostatnim elementem zawężającym otwartą przestrzeń rynkową był pomnik Walki i Męczeństwa, którego lokalizację na środku płyty część bydgoszczan uważała za „świętą”. Przy ostatnim remoncie nawierzchni rynkowej został jednak przesunięty na skraj otwartej przestrzeni i przyznać trzeba, że to przedsięwzięcie udane.

To miastu nie przystoi

Na przestrzeni ostatnich stu lat bydgoski Stary Rynek przeszedł różne koleje losów. Najpierw był miejscem ekskluzywnych zakupów i działalności prestiżowych lokali gastronomicznych, stając się jednocześnie dwa razy w tygodniu głośnym i hałaśliwym targowiskiem. Po II wojnie miał generalnie zmienić funkcję, stając się placem martyrologii, placem - muzeum i jednocześnie zbiorowej gastronomii, a także kultowych sklepów, z osławionym „Peweksem” na czele. W wieku XXI funkcje handlowe w większości utracił na rzecz galerii zlokalizowanych w innych punktach miasta. Stał się za to miejscem wypoczynku na ustawionych tam ławeczkach, a przede wszystkim - ogródkowo-piwnym pod bacznym okiem mistrza Twardowskiego...

W międzywojennej Bydgoszczy wiecowano i demonstrowano dość często. Stary Rynek był do tego świetnym miejscem. Poza środami i sobotami, kiedy rozkładały się na nim stragany. Tylko część z nich spełniała wymogi sanitarne. Sprzedaż prowadzono także z rozkładanych stołów, wozów konnych czy wysokich skrzyń, które często blokowały przejazd tramwajów. Przeciwko takiej rzeczywistości protestowali zarówno kupcy mający sklepy przy rynku, jak i wielu mieszkańców. Na początku lat 30. ub. w. udało się sprzedaż głównych produktów spożywczych „wyeksmitować”do hali targowej, co zmniejszyło ruch. W inne dni bydgoszczanie przychodzili tradycyjnie na rynek do ekskluzywnych sklepów. Szczególnym zainteresowaniem cieszył się dom towarowy braci Mateckich na rogu ul. Krętej. Unikalnym miejscem była też ul. Jatki, gdzie sprzedawano głównie kosze i wyroby z wikliny.

Szklany potworek

Po II wojnie zmieniło się wiele. Zniknęła rozebrana przez Niemców zachodnia pierzeja z dwuwieżowym kościołem, rynek się powiększył. Nowej władzy podobała się martyrologia przedstawiana w przestrzeni publicznej. W 1969 r. na środku płyty ustawiono zatem monumentalny pomnik Walki i Męczeństwa oraz otaczający go kamienny szaniec, upamiętniający miejsca walk i zbrodni niemieckich w całym regionie, a na narożniku ul. Mostowej - kombinat gastronomiczny „Kaskada”. Obiekt wzorowany na nowo powstałym kompleksie żywieniowym w Łodzi miał być architektoniczną chlubą Bydgoszczy i symbolem nowoczesności. Znajdował się w niej bar samoobsługowy na 150 miejsc, kawiarnia na 120 miejsc, restauracja, laboratorium badawcze, własna wytwórnia lodów i ... kuchnia doświadczalna. Przez pierwszy okres funkcjonowania „Kaskady” przewijało się przez nią 2200 osób dziennie nie tylko z powodu głodu, ale i tych zainteresowanych jej wnętrzem oraz serwowanym menu.

Plany były o wiele szersze, gdyż na środku rynku planowano budowę szklano-aluminowego muzeum martyrologii z częścią podziemną, gdzie miała znajdować się ekspozycja poświęcona II wojnie w Bydgoszczy. Już na etapie projektu bryłę ochrzczono „potworkiem”. Na szczęście pomysł nie przeszedł z braku środków. Żałować za to należy, że nie zrealizowano zamiast „przysadzistego” pomnika wcześniejszego projektu, 30-metrowej smukłej kolumny ze statuą Nike na jej szczycie. Byłaby to ładna ozdoba placu.

Księgarnie? Do pięciu odlicz...

Połowę wschodniej pierzei, gdzie ongiś mieścił się dom Mateckich, odbudowano po wojennych zniszczeniach, choć w innym kształcie, i przeznaczono na księgarnie. Było ich w pewnym momencie aż pięć różnych! Choć zmieniały się ich specjalizacje (były np. techniczna, litreracka, taniej książki czy wydawnictw z ZSRR), dotrwały aż do przemian lat 90., kiedy to nieubłagana moc wolnego rynku usunęła je z pejzażu Bydgoszczy. Wraz z postępującą stabilizacją czasów Gomułkowskich na rynku przybywało ciekawych punktów, do których bydgoszczanie często chodzili w nadziei, że uda się coś „upolować„. W południowej pierzei takimi kultowymi placówkami stały się „Cepelia”, sklep z kryształami, zakład krawiecki „Kreacja” i „Tramp”, sklep turystyczno-sportowy. Do „Cepelii” po pamiątki szły wycieczki, a kryształy, zwłaszcza z inowrocławskiej „Ireny” kupowano najczęściej na prezent lub na... sprzedaż z przebiciem za granicą. W „Kreacji” szyto mundurki szkolne, a w „Trampie” poszukiwano namiotów, śpiworów, łyżew etc. Tam także zlokalizowano przeniesiony z ul. Czerwonej Armii w 1975 r. antykwariat naukowy, który zasłynął z corocznych aukcji, podczas których wystawiano niezwykle cenne starodruki (potem przeniesiono go na pierzeję północną). Na rogu ul. Niedźwiedzia w potrzebne artykuły zaopatrywali się bydgoscy wędkarze, w sąsiednim sklepie - filateliści.
Wielkim hitem było otwarcie w pierzei południowej sklepu Peweksu w latach 60. Cieszył się on ogromnym zainteresowaniem, a sąsiednie bramy pełne były cinkciarzy dorabiających się prawdziwych fortun.

Kozaczki z Brazylii

Pierzeja północna długo nie miała „hitowego” sklepu. Bydgoszczanie chętnie odwiedzali istniejącą do dziś dobrze zaopatrzoną aptekę, najstarszą w mieście, „Pod Złotym Lwem”, otwartą jeszcze w XVI w. przy klasztorze jezuitów. Wszystko się zmieniło w połowie lat 70. kiedy w narożnej z ul. Mostową kamienicy otwarto salon „Mody Polskiej”, sprzedający szytą w krótkich seriach gustowną odzież polskich producentów. Cieszył on się ogromnym powodzeniem, niemal codziennie bydgoskie elegantki ustawiały się w długich kolejkach, a do środka wpuszczano tylko po kilka osób. Potem sprzedawano w nim wszystko, co tylko udało się „rzucić”. M.in. zimą 1980/81 r. szwedzki szampon „Zielone jabłuszko” (przeznaczony ponoć do celów gospodarczych) oraz brazylijskie eleganckie kozaczki. Bydgoszczanki, które zimowych butów szukały bezskutecznie od początku jesieni, tak długo szturmowały sklep „Mody Polskiej”, aż wykupiły wszystkie kozaczki. Kolejka stała aż do mostu Staromiejskiego. Następnego dnia ustawiła się taka sama kolejka, tyle że nie po buty, ale z butami do... reklamacji. Okazało się, że w zetknięciu ze śniegiem brazylijskie cholewki rozklejały się i kozaczki nie nadawały się do założenia.
Czas przemian przełomu lat 80. i 90. ub. wieku widoczny był także i na Starym Rynku. Zniknęły typowo PRL-owskie sklepy, pojawiły się pierwsze sieciówki „Julius Meinl” czy „Kometa”. Potem przerobiono pomieszczenia na lokale gastronomiczne, a na zewnątrz pojawiły się pierwsze piwne ogródki.

Diabełek z Bydgoszczy rodem

W 1993 r. na narożniku ul. Batorego pojawiła się kawiarnia artystyczna „Węgliszek” (od nazwy legendarnego bydgoskiego diabełka), utrzymywana przez ratusz, w której odbyło się wiele ważnych dla miasta imprez. Siedem lat temu jednak i ona „padła” na rzecz kolejnego sieciowego lokalu serwującego „pizzę, steki, lunche i piwo”. Rozebraną przed 8 laty „Kaskadę” zastąpił kompleks gastronomiczny wzdłuż ul. Mostowej, w którego narożniku pojawił się najpopularniejszy obecnie sklep na rynku - „Biedronka”.
Dekadę temu rynek przeżył „trzęsienie ziemi” - na zlecenie Urzędu Miasta dokonano inwentaryzacji archeologicznej, potem jednak wszystko na powrót zasypano. Głosy o urządzenie podziemnej trasy do zwiedzania fundamentów dawnego ratusza, ławy i kramów nie zostały wzięte pod uwagę, podobnie jak wyniki konkursu na zagospodarowanie pustej przestrzeni po wyburzonej zachodniej pierzei. Za to od 2006 r. w oknie poddasza kamienicy numer 15 ukazuje się dwa razy dziennie imć Twardowski, którego drwiący głośny śmiech stał się stałym elementem Starego Rynku, bez wątpienia dziś przestrzeni przede wszystkim piwno-fastfoodowej.

Krzysztof Błażejewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowosci.com.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.