Mapa toruńskich klubów zmieniała się wielokrotnie. Ale są takie, które działają od dziesięcioleci

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Kamiński
Mirosława Kruczkiewicz-Siebers

Mapa toruńskich klubów zmieniała się wielokrotnie. Ale są takie, które działają od dziesięcioleci

Mirosława Kruczkiewicz-Siebers

Więcej niż kawiarnia, więcej niż pub. Klub. Miejsce, gdzie do kawy czy wina dodaje się koncert, wystawę, wieczór autorski. A może odwrotnie - kawa i coś mocniejszego to dodatki do wystawy i koncertu.

- Nie chcemy do stodoły! - protestowali toruńscy studenci, gdy na początku lat 80. zeszłego wieku ich klub przenoszono z Dworu Artusa do nowo wybudowanego obiektu na Bielanach. Podejrzewali, pewnie nie bez powodu, że chodzi o to, by niepokorna politycznie młodzież tworzyła swoją kulturę dalej od centrum miasta, w obrębie uczelnianego kampusu.

Siła czadowa

Studencki Klub Pracy Twórczej „Od Nowa” - nazwa była adekwatna do tego, co się tam działo - powstał po październikowej odwilży 1956 roku. Początkowo macierzysta uczelnia, UMK, ulokowała go w świetlicy akademika, potem w Dworze Artusa. To był czas rozkwitu kultury studenckiej. Żacy tworzyli kabarety, teatry (w końcówce lat 70. sukcesy odnosiła Grupa Alternatywna ALL założona przez studenta pedagogiki Aleksandra Nalaskowskiego), grupy literackie i plastyczne. Oczywiście odbywały się też spotkania z wybitnymi postaciami kultury, od Jerzego Waldorffa po Daniela Olbrychskiego. Występował Teatr Laboratorium Grotowskiego, grał Krzysztof Komeda.
W momencie przenosin na Bielany „Od Nowa” była mocnym punktem na rockowej mapie Polski. Drzwi klubu otworzył dla tej muzyki jego ówczesny kierownik Waldemar Rudziecki.

- Co roku odbywały się wymyślone przez Waldka Festiwale Nowofalowych Grup Rockowych. Nie tylko na nie do „Od Nowy” przyjeżdżały legendarne dziś zespoły: Kult, T.Love Alternative, Tilt, Kryzys, Deuter, Dezerter. Grały nasze, związane z klubem kapele: Rejestracja, Bikini, Nowo Mowa i oczywiście Republika. W 1983 roku grupa Last Few Days przedstawiła coś w rodzaju koncertu multimedialnego - wspominał na łamach „Nowości” następca Rudzieckiego na stanowisku kierownika klubu Jarosław Radomski.

Gdy toruński Festiwal Nowofalowych Grup Rockowych przejęła warszawska „Riwiera-Remont”, na Bielanach zastąpiono go przeglądem pn. „Własna Siła Czadowa Klubu Od Nowa”. Własna siła była naprawdę imponująca: dziewięć zespołów powstałych w „Od Nowie” i związanych z tym klubem, a wśród nich Republika i Kobranocka. Za rockową reaktywacją oprócz nowego szefa stała energiczna kierowniczka programowa, wówczas studentka, Marzena Wojciechowska.

Z psem na wystawę

W „stodole” ćwiczyła i grała też Nocna Zmiana Bluesa. Były turnieje brydżowe, był klub poetycki. A kto jeszcze pamięta zespół o kabaretowym zacięciu - I z Poznania i z Torunia? I jego przebój „Impreza w klubie harcerza”? Założycielami tej grupy o przydługiej nazwie byli Mariusz Lubomski i Rafał Bryndal.
Po sąsiedzku z „Od Nową” działał „Imperial” specjalizujący się w jazzie, bluesie i piosence zwanej wówczas studencką. Swój klub założyła uczelniana organizacja Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. Nazywał się, a jakże, „Czerwony Pajączek”. No i był klub „Morski”, do którego chodziło się głównie potańczyć. Zresztą dyskotekami nie gardziły ani „Od Nowa”, ani „Imperial”, dotowane przez uczelnię tylko częściowo.

- Na koncerty trzeba było zarobić dyskotekami. Ale urządzaliśmy też, co może dzisiaj dziwić, bale jazzowe - wspominał Jarosław Radomski.

I pomyśleć, że już wtedy animatorzy kultury studenckiej narzekali, że żacy przestają być kreatywni i stają się biernymi odbiorcami wydarzeń, nieróżniącymi się gustem od reszty rówieśników. Dzisiaj tamte narzekania wywołują uśmiech. Kluby studenckie działają głównie jak impresariaty organizujące występy zawodowych artystów. Student kupuje bilet i ogląda. Bo dzisiejszy student to nader często także pracownik. Pracuje, żeby się utrzymać, pracuje, żeby wpisać do CV doświadczenie zawodowe. Utrudzony tą podwójną rolą do klubu idzie nie po to, żeby tworzyć, ale posłuchać muzyki, potańczyć, wypić piwo.
W 2012 roku przekształcono SKPT „Od Nowa” w Akademickie Centrum Kultury i Sztuki „Od Nowa”. Od 30 lat szefem klubu, a potem centrum, rozbudowanego dziesięć lat temu, jest Maurycy Męczekalski. Za jego kadencji na afiszu „Od Nowy” pojawiły się: Toruń Blues Meeting, Afryka Reggae Festival, Alternatywne Spotkania Teatralne „Klamra”, Majowy Buum Poetycki, Jazz Od Nowa Festival. Na wrzesień planowane jest nowe wydarzenie: Festiwal Alternatywnej Muzyki Elektronicznej.

- To nie jest do końca tak, że studenci są dzisiaj tylko biernymi odbiorcami kultury - broni żaków Maurycy Męczekalski. - W naszym centrum działają m.in. dwie galerie: „Galeria 011” i „Dworzec Zachodni”. Swoje prace wystawiają w nich przede wszystkim studenci Wydziału Sztuk Pięknych. Studenci współtworzą nasze kino „Niebieski Kocyk”. Studenci są uczestnikami turniejów poetyckich zwanych slamami.

Przy okazji: „Dworzec Zachodni” wymyślił nową covidową formę prezentowania wystaw: w dużym oknie galerii, do oglądania z zewnątrz, przez szybę. Na wystawę fotografii Marcina Mentela można więc przyjść nawet z psem, o dowolnej porze.

Ciacho i kabaret

Jeszcze inaczej okno potraktował Edward Stachura. Anegdota głosi, że pisarzowi zdarzało się wchodzić do klubu Związków Twórczych „Azyl” z... pominięciem drzwi.
Legendarne miejsce spotkań toruńskiej bohemy działało początkowo w budynku „Baja Pomorskiego”. W „Azylu” (potocznie nazywanym również, nie bez powodu, „Gazylem”) bywali oprócz Stachury m.in. wybitni literaci zjeżdżający na organizowany od lat 60. zeszłego wieku Toruński Maj Poetycki, do którego nawiązuje „Buum” w „Od Nowie”. Przez ostatnie lata swojego istnienia „Azyl” mieścił się w lokalu przy ul. Kopernika, gdzie ponoć kiedyś funkcjonował zakład stolarski. Stąd kolejny przydomek klubu: "Trumna".
„Azyl” bywał klubem festiwalowym. Szło się tam po spektaklach Festiwalu Teatrów Polski Północnej. Natomiast po przedstawieniach Ogólnopolskiego Festiwalu Teatrów Jednego Aktora aktorzy, obserwatorzy i krytycy teatralni kierowali się do „Elana Klubu”. Oczywiście nie tylko po to, żeby podzielić się wrażeniami artystycznymi. Także wychylić kieliszek, potańczyć. Jak nazwa wskazuje, klub należał do Zakładów Włókien Sztucznych. Odbywały się tutaj nie tylko imprezy firmowe. Można było na przykład posłuchać jazzowych koncertów. Placówka przy Szczytnej działalność zakończyła wraz z upadkiem kombinatu chemicznego. W tym miejscu dziś gospodarzy pub „Jan Olbracht”.
Ale toruńscy teatromani mają swoje miejsce. To mieszcząca się w budynku „Horzycy” kawiarnia „Wejściówka”. „Wejściówkę” sześć lat temu stworzyli i prowadzą aktorka Matylda Podfilipska i fotograf Wojtek Szabelski. Raz w miesiącu nowa wystawa fotografii nie tylko polskich autorów, występy kabaretu aktorów Teatru Horzycy „Loża Kopernika”, milongi, czyli wieczory argentyńskiego tanga, potańcówki przy ludowych melodiach z grupą n-obrotów - to pozakulinarna oferta „Wejściówki”.

- Niestety w pandemicznym roku mieliśmy pecha - przyznaje Wojtek Szabelski. - Akurat w czasie, gdy można było otworzyć kawiarnię, teatr przechodził kapitalny remont i otoczony był rusztowaniem, więc nie zdecydowaliśmy się na otwarcie. Potem obostrzenia wróciły. Liczymy, że się uda wznowić działalność podczas planowanego na koniec maja festiwalu „Kontakt”.

„Wejściówka” organizowała co prawda wydarzenia online, ale jak zauważył jeden z jej bywalców, bez pysznego ciacha, z którego lokal słynie, to nie to samo!

Pamela ma fanów

Od 23 lat przy ul. Legionów w Toruniu działa Hard Rock Pub „Pamela”. Ponad tysiąc koncertów, zespoły nie tylko polskie, ale i na przykład z USA czy Japonii, płyty, bo klub ma także wytwórnię „HRC Pamela Records” - to bilans tych lat. Położony poza ścisłym centrum miasta klub ma wiernych sympatyków.

- Zaskakują nas w czasie lockdownu dzwoniąc z pytaniami, jak sobie radzimy i czy nie potrzebujemy pomocy. Takie telefony dają poczucie, że to, co robiliśmy, miało dla kogoś wartość – przyznaje właściciel „Pameli” Dariusz Kowalski.

Na ponowne otwarcie klub szykuje dodatkową atrakcję.
- Przez całe lata nazbierało się sporo pamiątek, między innymi unikatowe plakaty, często z autografami muzyków. Przygotowujemy wystawę tych plakatów. Pokażemy ją, gdy tylko będzie można przyjmować gości w budynku klubu - zapowiada Dariusz Kowalski.
O połowę krótszą historię ma „Lizard King” przy ul. Kopernika. W ciągu 11 lat na swojej estradzie klub gościł wielu wykonawców, w tym takie gwiazdy jak Lao Che, Łąki Łan, Krzysztof Zalewski czy Nocny Kochanek, który tu dał swój pierwszy ważny koncert.
- Liczymy na otwarcie z początkiem czerwca, choć w zarządzeniu o odmrażaniu kultury ujęto jedynie galerie, kina i teatr. O muzyce zapomniano - mówi Wojciech Głowacki z „Lizard Kinga”.
Na ponowne spotkanie z gośćmi klub przygotowuje koncert piosenek z repertuaru Andrzeja Zauchy w wykonaniu Michała Bobera, uczestnika ostatniej edycji programu „The Voice of Poland”.
Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy jeszcze nazwy toruńskich klubów, których już nie ma. Oprócz „Imperialu” i „Morskiego” to m.in. „Piwnica pod Aniołem”, która miała najlepszą lokalizację w mieście – w Ratuszu Staromiejskim, czy pięterko restauracji „U Damroki”, gdzie spotykało się Towarzystwo Polska-Ameryka Łacińska, które gościło m.in. Tony’ego Halika.
A kto pamięta, że jedna z największych polskich sieci księgarskich, Empik, była kiedyś KMPiK-iem, Klubem Międzynarodowej Prasy i Książki i że chodziło się tam poczytać niedostępne inaczej zagraniczne gazety albo obejrzeć z wideo filmy niewyświetlane w kinach?

Mirosława Kruczkiewicz-Siebers

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowosci.com.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.