Małgorzata Mrowiec

Mężowie miejskich urzędniczek kupili gminne mieszkanie i strych

Kamienica przy ul. Długosza 10. To tu dwa lokale - mieszkanie i ogromny strych - kupili od gminy mężowie dyrektorek ZBK Fot. fot. Anna Kaczmarz Kamienica przy ul. Długosza 10. To tu dwa lokale - mieszkanie i ogromny strych - kupili od gminy mężowie dyrektorek ZBK
Małgorzata Mrowiec

Kontrowersje. Szefowe krakowskiego Zarządu Budynków Komunalnych weszły w posiadanie atrakcyjnych lokali. Nieprawidłowościami w ZBK zajęła się prokuratura.

Katarzynę Zapał, dyrektorkę Zarządu Budynków Komunalnych w Krakowie, i jej zastępczynię Anitę Wójcik połączyły nie tylko obowiązki zawodowe. Również wspólne interesy. Mężowie obu pań, które odpowiadają za należące do miasta lokale użytkowe i mieszkania, wylicytowali już dwa duże gminne lokale. Oba w kamienicy przy ul. Długosza 10, w sercu Starego Podgórza, jednej z atrakcyjniejszych dziś lokalizacji w Krakowie. Już po transakcji w księgach wieczystych jako współwłaścicielki mieszkania i 100-metrowego strychu pojawiły się także obie panie dyrektorki.

Autor: Małgorzata Mrowiec

Postępowanie dyrektorek i ich mężów budzi wątpliwości. Urzędniczki miejskie, szczególnie tak wysokiego szczebla, powinny dbać o to, by nie było nawet cienia podejrzeń o ich uprzywilejowaną pozycję. Jak więc ma się do tego kupowanie z pomocą mężów lokali, za które odpowiadały wcześniej jako dyrektorki ZBK?

Kierowana przez nie jednostka zarządza budynkami gminnymi (z kolei na sprzedaż wystawia je magistracki Wydział Skarbu Miasta). Oczywiście każdy, kto chce wystartować w przetargu, może wcześniej zobaczyć lokal. Urząd zamieszcza w ogłoszeniach również jego opis.

Nie ulega jednak wątpliwości, że to właśnie dyrektorki ZBK mają najszerszy dostęp choćby do informacji o stanie technicznym i rzeczywistej wartości danego mieszkania. Dodajmy, że Katarzyna Zapał, zanim we wrześniu 2007 r. została szefową ZBK, przez lata (od 1999 r.) pracowała w Wydziale Skarbu Miasta, zajmując tam kierownicze stanowiska.

Adwokat ostrzega

Gdy wysłaliśmy do Urzędu Miasta Krakowa pytania odnośnie całej sprawy, w odpowiedzi otrzymaliśmy... ostrzeżenie od prof. Elżbiety Traple, adwokat reprezentującej Katarzynę Zapał i Anitę Wójcik. Zagroziła, że jeśli napiszemy tekst mogący stwarzać wrażenie istnienia nieprawidłowości wokół sprzedaży lokali przy ul. Długosza 10 i jeśli przy okazji ujawnimy personalia pań dyrektorek lub członków ich rodzin, podejmie kroki prawne.

CZYTAJ RÓWNIEŻ:
Kładą łapę na gminnych lokalach. Miasto ich wspiera
Urząd nas oskarża, a sam manipuluje
Ludzie Vivy stracą część lokali w centrum

Urząd nie ma nic do zarzucenia dyrektorkom ZBK. Maciej Grzyb, szef magistrackiego biura prasowego, w odpowiedzi na nasze pytania, pisze m.in.: „(...) osoby piastujące określone stanowiska w składanych przez siebie oświadczeniach majątkowych muszą ujawnić taką transakcję w odpowiedniej rubryce, dotyczącej nieruchomości nabytych od Skarbu Państwa bądź jednostki samorządu terytorialnego. Ustawodawca przewidział zatem możliwość, że pracownicy każdego stopnia administracji publicznej i samorządowej mogą nabywać takie nieruchomości, zwłaszcza że transakcje takie są publiczne, jawne i podlegają dodatkowej kontroli, jakiej nie jest poddany obrót nieruchomościami na rynku prywatnym”.

Nie wszyscy podzielają zdanie urzędu. Według mec. Stefana Płażka, adiunkta w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego UJ, nabywczynie są osobami w bardzo wysokim stopniu wpływowymi i służbowo zorientowanymi w kwestiach lokali komunalnych. - Skoro transakcje były prawidłowe, po co te łamańce z posługiwaniem się osobami mężów i skrywaniem do samego końca pełnej prawdy o rzeczywistych nabywcach? - pyta dr Płażek.

Śledztwo prokuratury

Krakowska prokuratura wszczęła wczoraj śledztwo dotyczące nieprawidłowości w gospodarowaniu mieniem komunalnym w Krakowie. - Po zabezpieczeniu dowodów przez CBA prokuratura oceniła, że są podstawy do wszczęcia postępowania. Chodzi o nieprawidłowości związane z obrotem mieniem - tyle powiedział nam wczoraj Janusz Hnatko, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

Przypomnijmy, że funkcjonariusze CBA weszli tydzień temu do siedzib krakowskiego ZBK oraz spółek Viva i Viva 2 w Rząsce i Wadowicach. Zabezpieczyli setki dokumentów. Był to efekt m.in. naszych artykułów dotyczących nieprawidłowości w wynajmowaniu gminnych lokali. „Dziennik Polski” ujawnił, że grupa osób związanych ze spółką Viva stworzyła układ rodzinno-towarzyski. Wykorzystując przychylność władz Krakowa i kierownictwa ZBK, właściciele spółki i ich krewni przejmowali kontrolę nad kolejnymi gminnymi lokalami.

Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski zapowiedział pełną współpracę z CBA i jednocześnie stwierdził, że funkcjonariusze zapukali do ZBK „w związku z nierzetelnym artykułem w Dzienniku Polskim”. Teraz, gdy prokuratura wszczęła postępowanie, na stronie internetowej UMK opublikowano nowy komunikat. Urząd podtrzymuje w nim opinię o naszych tekstach, mimo że już kilkakrotnie zbijaliśmy jego argumentację.

Szefowa ZBK i jej zastępczyni, dzięki swoim małżonkom, mają atrakcyjne lokale przy ul. Długosza, w sercu Starego Podgórza.

Na sprawę zakupu lokali przez małżonków wysoko postawionych urzędniczek zwrócili uwagę nasi Czytelnicy. Dowiedzieliśmy się o niej z komentarzy do naszych artykułów o nieprawidłowościach w zarządzaniu gminnymi lokalami, które wytknęliśmy Zarządowi Budynków Komunalnych.

Piętrowa, kryta dwuspadowym dachem kamienica przy ul. Długosza 10 stoi w sercu Starego Podgórza, pochodzi z lat 30. XX wieku. Budynek figuruje w gminnej ewidencji zabytków.

Strych ma tu 108,7 mkw. Ekspertyza rzeczoznawcy z 2007 r. wykazała, że można go zaadaptować na mieszkania. Wszczęte zostało postępowanie zmierzające do zbycia lokalu. Zgromadzono potrzebną dokumentację, powstała wycena strychu i sprawa jego ewentualnej sprzedaży trafiła pod obrady Rady Miasta. Radni w grudniu 2011 roku wyrazili zgodę na wystawienie go na przetarg.

40 procent taniej

Tu zaczyna się karuzela przetargów bez chętnych, a w efekcie - kolejnych obniżek ceny wywoławczej.

Pierwotnie, w przetargu z 3 kwietnia 2012 r., ogromne poddasze było oferowane z ceną wywoławczą 320 tys. zł. Ponieważ nikt nie zgłosił się do przetargu, obniżono ją o 20 procent i w czerwcu gmina szukała nabywcy na ten lokal po raz kolejny już z ceną wywoławczą 256 tys. zł. Znów bezskutecznie. Odbyły się w sumie cztery przetargi, cenę obniżono trzykrotnie, aż zmniejszyła się o 40 proc.: z 320 tys. do 192 tys. zł!

Dopiero w czwartym przetargu, zorganizowanym w listopadzie 2012 r., wystartowali mężowie dyrektorek ZBK. W jego wyniku stali się po połowie właścicielami strychu przy Długosza 10. Kupili go za niecałe 194 tys. zł. Wadium na ten przetarg oprócz mężów urzędniczek wpłaciła jeszcze pewna krakowska spółka, ale jej przedstawiciel nie pojawił się. Panom wystarczyło w tej sytuacji złożyć minimalnie wyższą ofertę od ceny wywoławczej - o 1 tys. 920 zł.

Mężowie dyrektorki i wicedyrektorki ZBK w czerwcu zeszłego roku wystartowali z kolei w przetargu na ostatni w tym samym budynku lokal należący do gminy - mieszkanie o powierzchni prawie 78 mkw., wraz z ok. 17-metrową piwnicą. Cena wywoławcza nieruchomości wynosiła 431 tys. zł. W wyznaczonym terminie zostało wpłacone jedno wadium i panowie znów na spółkę zostali właścicielami nieruchomości - za 435 tys. 310 zł (wystarczyło zaoferować o 1 proc. więcej niż cena wywoławcza). Biorąc pod uwagę ceny mieszkań w tym rejonie, to tanio.

Pytany o to mieszkanie szef biura prasowego Urzędu Miasta Maciej Grzyb tłumaczy, że przeznaczenie tego lokalu do sprzedaży pozwoliło gminie na wyjście ze wspólnoty mieszkaniowej i ograniczenie kosztów obsługi nieruchomości, w których miasto posiada niewielki udział. Do tego przed podjęciem ostatecznej decyzji ustalono, że na przygotowanie mieszkania do zasiedlenia należałoby wydać ponad 62 tys. zł, co też wskazywało na zasadność decyzji o sprzedaży.

Przedstawiciel UMK podaje te informacje, pisząc o lokalu przy Długosza jako o pustostanie. Co działo się z nim wcześniej? Jak się okazuje, mieszkanie było wynajmowane, jednak gmina wypowiedziała najemcy umowę, ponieważ miał on tytuł prawny do innego lokalu w Krakowie. Sprawa trafiła do sądu. Sąd zarówno pierwszej i drugiej instancji uznał, że gmina miała prawo wypowiedzieć umowę.

Urząd wyjaśnia

Maciej Grzyb podkreśla, że Biuro Kontroli Wewnętrznej UMK przeprowadziło kontrolę dotyczącą sprzedaży gigantycznego strychu w kamienicy przy ul. Długosza 10. - W wyniku przeprowadzonego postępowania stwierdziło, że procedura sprzedaży strychu oznaczonego numerem S1 przy ul. Długosza 10 została przeprowadzona zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa i jej prawidłowość nie budzi zastrzeżeń - przekonuje Maciej Grzyb. Zaznacza również, że zgodnie z obowiązującym prawem pracownicy każdego stopnia administracji publicznej i samorządowej mogą nabywać takie nieruchomości, zwłaszcza że transakcje są publiczne, jawne i podlegają dodatkowej kontroli, jakiej nie jest poddany obrót nieruchomościami na rynku prywatnym.

- Zasady przeprowadzania tego typu przetargów ustala Wydział Skarbu Urzędu Miasta Krakowa. Z moich informacji wynika, że nie ma przepisu, który uniemożliwiałby startowanie w przetargu jakiejkolwiek osobie, która proponuje najwyższą stawkę - powiedziała nam Agnieszka Nowak, pełniąca funkcję rzecznika ZBK.

Złamany zakaz?

Nie wszyscy jednak są tego zdania. O ocenę startowania mężów pań dyrektorek Zarządu Budynków Komunalnych w przetargach na zakup gminnych lokali (przetargi te organizuje Wydział Skarbu Urzędu Miasta) poprosiliśmy mecenasa Stefana Płażka. Adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego UJ wskazuje, że obu pań dotyczy artykuł 30 ustawy o pracownikach samorządowych. Mówi on, że pracownik samorządowy zatrudniony na stanowisku urzędniczym, w tym kierowniczym, nie może wykonywać zajęć m.in. związanych z tymi, które wykonuje w ramach obowiązków służbowych, a wywołujących podejrzenie o stronniczość lub interesowność.

- Startowanie w przetargu na zakup miejskiego mienia uznałbym za taki właśnie, zakazany wybryk miejskiego urzędnika - stwierdza dr Stefan Płażek, który jest autorem komentarzy do ustawy o pracownikach samorządowych. Wymienia też sankcje, które grożą za złamanie zakazów opisanych w przepisie: to zwolnienie z pracy, nawet bez wypowiedzenia albo odwołanie ze stanowiska.

Wspólność majątkowa

Jednak w przetargach wzięli udział mężowie, a nie same dyrektorki miejskiej jednostki. - Tak naprawdę one też w nich startowały, bo wprawdzie licytowali mężowie, ale ze skutkiem również dla swoich żon. Nabywali te lokale na współwłasność, także z upoważnienia żon-urzędniczek - przekonuje prawnik. Jego zdaniem zarówno dyrektorki ZBK miały obowiązek unikać tego typu czynności, jak też mężowie nie powinni byli startować w takim przetargu.

W księgach wieczystych lokali przy ul. Długosza 10 widnieją adnotacje: „wspólność ustawowa majątkowa małżeńska”. Co jednak, jeśli w chwili przetargu dyrektorskie pary miały rozdzielność majątkową? - Pewnie jej nie mieli. Natomiast jeśliby nawet przyjąć taką wersję, to przecież obecnie zarówno żony i mężowie są właścicielami tych lokali, efekt jest zatem ten sam - mówi prawnik.

krakow@dziennik.krakow.pl

Małgorzata Mrowiec

Piszę o architekturze, zabytkach, gospodarowaniu gminnymi lokalami. Interesuję się sprawami zagospodarowania i estetyki przestrzeni miejskiej, w tym kwestią zieleni. Zajmuję się tematami związanymi z edukacją. Piszę też o tradycjach i historii Krakowa oraz jej odkrywaniu m.in. przez archeologów. W "Dzienniku Polskim" pracuję od 25 lat.

Komentarze

59
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

gosc1

Za decyzje o wypowiedzeniu umowy decyduje Pani Lasyk Jolanta. Robi to z czysta premedytacja. Gdyby urzednik odpowial za decyzje jakie wydaje i ponosil koszty sadowe osobiscie to zatanowilby sie po stokroc co zrobic. Pani szczyci sie wizytami u Prezydenta tylko nie wiem w jakim celu jesli nic dla lokatorow nie robi. Podporzadkowano je wszystkie biura obslugi mieszkancow w Krakowie a tam wszyscy sie boja udzielic informacji petentowi ktoremu sie naleza wyjasnieniabez konsultacji z Pania Lasyk.W ZBK nie wiele osób tam pracujących sa osobami z dobrym podejsciem do petenta. Tam petent to wrog. Usuwaja ludzi z mieskan bo boja sie utraty pracy, poniewaz duzo mieszkan komunalnych zostalo wykupionych. Majac mozliwosci i wiedze w tym temacie pozbywaja sie ludzi..Sa poprostu bezduszni. Zastanawiam sie kal taka osoba moze normalnie funkcjonowac majac na sumieniu tragedie niektorych ludzi do ktorej sie przyczynila eksmitujac z mieszkania a nie pomoc jako Gmina w inny sposob.

niesamowite sprawy

To co sie dzieje z mieszkaniami np komunalnymi to wielki skandal /ludzie podostawali 40 50 lat temu mieszkania byly socjalne nagle komunalne --- byli mlodzi mieli dzieci dbali o mieszkania latami malowali wymienialibk odnaiali okna raktwurcze plytki dzis to mieszkania stare 38 m 600 zl czynsz przy 2 osobach /czyli te mieszkania juz przez zasiedzenie powinny byc tych ludzi (DBALI PLACILI LATAMI PODATKI NA TO MASTO KRAKOW)sa rozne kolje losu bieda brak pracy choroba wiec szanowne zbk sad eksmisje komornik i tak poniewieraja tych ludzi na starosc wyrzucaja z mieszkan starych gdzie kiedys i dzis dobrze zyja z naszych podatkow .
A mieszkania stoja latami puste albo natychmiast ktos je kupuje ?.skandal i tyle.

krakuska

I co dalej z ta sprawą? Pewnie zostanie zamieciona pod dywan, jak wiele innych. Panie dyrektorki maja się świetnie, nadal zajmują swoje stanowiska, nikt ich nie zawiesił w wykonywaniu obowiązków na stanowiskach dyrektorskich, a one nawet nie maja honoru....

***

CBA bada a ZBK dalej okrada niektórzy pracownicy udają strusia i nie bacząc na nic idą "po trupach" - bez serc bez ducha

romek

Myślę ,że CBA czeka jeszcze trochę pracy .Podpowiadam;należy sprawdzić stosowanie przepisów prawa przez w/w
Panie Dyrektorki przy egzekwowaniu należności-długów za niepłacenie terminowe czynszów za lokale użytkowe
przez najemców.W okresie drastycznych podwyżek czynszów za najem lokali w 2013r.,część lokali odbierano i
eksmitowano najemców ale tylko wtedy gdy zadłużenie było niewielkie.Natomiast przy zadłużeniu najemcy które na koniec2013r.wyniósł 238 000.zł. wobec Gminy,dano najemcy rok czasu by w tym okresie mógł "znalezć" nabywcę na ten lokal,który spłaci zadłużenie ,zapłaci za wykup lokalu najemcy.TYm samym Księgarnia przy Placu Centralnym w Nowej Hucie przestała istnieć.Za jaką kwotę Gmina Sprzedała najemcy ten lokal,a ile zapłacił nowy najemca.Komu Gmina zrobiła taki prezent?Myślę ,że nie jest to jednostkowy przypadek kiedy litościwe Panie były łaskawe tylko dla wybranych?

krakus

http://krakow.pl/stanowiska__opinie__nieopublikowane/208759,28,komunikat,zakup_strychu_i_mieszkania_-_wyjasnienia.html

Ainenkiel

Odszkodowania zabezpieczył rząd Polski. Umowy odszkodowawcze (indemnizacyjne) dotyczące przejętego przez władze polskie mienia cudzoziemców Rząd polski, odwołując się do ówczesnej praktyki państw, przyjął na siebie ciężar zapłaty odszkodowań za przejęte po drugiej wojnie światowej mienie cudzoziemców. Polska zawarła stosowne umowy międzynarodowe z państwami, których majątek został przejęty. Postanowienia tych porozumień odnosiły się do mienia osób fizycznych ,będących obywatelami państw obcych jak i osób prawnych, w których majątku mieli oni udział. Odszkodowania obejmowały mienie, prawa i interesy majątkowe osób posiadających obywatelstwo kraju będącego stroną umowy w dniu jej wejścia w życie, utracone na rzecz polskiego Skarbu Państwa. Rząd polski przekazał globalnie określoną kwotę pieniężną na zaspokojenie roszczeń omawianych podmiotów rządom państw obcych. Przejęły one na siebie całkowitą odpowiedzialność za wypłatę stosownych odszkodowań. Należy podkreślić, iż z chwilą realizacji poszczególnych umów, Polska stała się zwolniona z jakichkolwiek obowiązków wynikających z przejęcia mienia cudzoziemców. Jedynymi adresatami ewentualnych roszczeń podmiotów zainteresowanych zostały państwa, z którymi Polska zawarła układy indemnizacyjne. Warto dodać, że dla wywarcia skutku prawnego w postaci zwolnienia Polski od odpowiedzialności odszkodowawczej bez znaczenia pozostawał fakt, czy zainteresowane osoby faktycznie wystąpiły ze stosownym roszczeniem, czy też nie. Strony zawierające układy były świadome, iż wypłata odszkodowań o wysokości odpowiadającej pełnej wartości przejętego mienia przez państwo wyniszczone wojną jest z ekonomicznego punktu widzenia niemożliwa. Dążono wówczas do znalezienia właściwego stosunku pomiędzy rzeczywistą wartością przejętego mienia a możliwościami ekonomicznymi państwa. Ich zawarcie oznaczało, że obce rządy zgodziły się na przyjęcie wynegocjowanych kwot, które miały stanowić źródło finansowania odszkodowań związanych z roszczeniami ich obywateli. Polska zawarła umowy odszkodowawcze z następującymi państwami: Francją, Danią, Szwajcarią (skuteczna również wobec Lichtensteinu), Szwecją, Wielką Brytanią,
Norwegią, Stanami Zjednoczonymi, Belgią i Luksemburgiem (układ trójstronny), Grecją, Holandią,
Austrią oraz Kanadą. Odszkodowania przyznane na podstawie tych układów były płacone z reguły w gotówce i w ratach. Danii wypłacono 5,7 mln koron duńskich w ciągu 15 lat; Szwajcarii i Lichtensteinowi-
53,5 mln franków szwajcarskich rozłożone na 13 rat, Szwecji -116 mln koron szwedzkich w 17 ratach, USA -
40 mln dolarów amerykańskich w 20 ratach, Austrii -71,5 mln szylingów austriackich w 12 ratach, Kanadzie -1,225 mln dolarów kanadyjskich w 7 ratach, Wielkiej Brytanii -5,465 mln funtów, Grecji -
230 tys. dolarów amerykańskich, Holandii - 9,05 mln florenów holenderskich, Belgii i Księstwu Luksemburga - 600 mln franków belgijskich. Odmienną zasadę przyjęto tylko w umowie z Francją, na podstawie której to umowy odszkodowanie w wysokości 65 mln dolarów amerykańskich wypłacono w formie dostaw węgla kamiennego, oraz z Norwegią, zgodnie z którą wierzytelności polskie w Norwegii i norweskie
w Polsce zostały wzajemnie potrącone. Umowy odszkodowawcze nie zostały zawarte ani z Niemcami,
ani z byłymi państwami sojuszniczymi III Rzeszy. Ze względu na ogromne roszczenia reparacyjne
Polski wobec państw agresorów z tytułu strat majątku polskiego, znajdujące się w Polsce wszelkie
składniki mienia niemieckiego traktowano jako należne prawnie reparacje. Zawarcie i faktyczna realizacja umów zakończyły w aspekcie prawno-międzynarodowym problematykę rekompensat za mienie cudzoziemców, przejęte przez władze polskie po drugiej wojnie światowej. Należy podkreślić, że Polska wywiązała się z podjętych zobowiązań i przekazała w całości uzgodnione kwoty odpowiednim państwom.

jogo

podstawowe pytanie: czy w przetargach mogą brać udział pracownicy lub ich rodziny ?????

gość

te Panie staną za sobą murem i każdy z pracowników ZBK to klika....miałam z nimi sprawę i nie mi się nie udało ...nawet spotkanie z Prezydentem nie pompgło...

to

film który pokazuje to samo co na zdjęciu ... A wierszówka płynie, płynie

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2025 Polska Press Sp. z o.o.

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji z niniejszej strony internetowej, w tym ze znajdujących się na niej publikacji, przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody Polska Press Sp. z o.o. w Warszawie jest niedozwolone. Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są tutaj.