Nasza Czytelniczka wspomina losy swojej rodziny - bardzo usportowionej i odnoszącej znaczące sukcesy

Czytaj dalej
Fot. nadesłane
Gizela Wicińska-Misiakiewicz

Nasza Czytelniczka wspomina losy swojej rodziny - bardzo usportowionej i odnoszącej znaczące sukcesy

Gizela Wicińska-Misiakiewicz

Podążając śladami torunian sprzed lat, chciałabym powspominać czasy, kiedy w Toruniu były trzy otwarte baseny: Wodnik, Jordanki i za mostem.

Jednym z najbardziej popularnych - bo bezpłatny i w samym centrum miasta - był ośrodek sportowy na Jordankach, otwarty w latach 60. ubiegłego wieku. Teraz z miejscu dawnej niecki znajduje się okazały gmach Centrum Kulturalno- Kongresowego.
Basenowi od samego początku szefował Jan Nowacki - zawodnik, trener. Urodził się w Toruniu w 1919 roku, zmarł w 1985 r. Przed wojną zaliczany był do grona najlepszych pływaków Pomorza, był zawodnikiem Pomorzanina.

Szef kąpieliska

W lipcu 1937 roku odbyły się mistrzostwa Pomorza w Grudziądzu. W sztafecie 3x100 m pierwsze miejsce zajęta drużyna w składzie: Nowacki, Dobrucki, Leoński, ustanawiając rekord Pomorza. Jan Nowacki został wicemistrzem w stylu 100 m na wznak.
Po zakończeniu zawodniczej kariery został trenerem i ratownikiem, no i szefem kąpieliska na Jordankach. W latach 50. i 60. trenował pływaków KS „Budowlani” na basenie za mostem drogowym, gdzie obecnie mieści się camping.

Jan Nowacki był ojcem czwórki dzieci: Gizeli, Teresy, Jerzego i Mirosławy. W ślady taty poszła Gizela.

Na mistrzostwach Pomorza rozgrywanych w Grudziądzu z 1957 roku zdobyła mistrzowski tytuł w sztafecie 4x100 m stylem zmiennym. Zdobyła również trzecie miejsce w mistrzostwach Polski młodzików rozgrywanych w Krotoszynie w 1957 r.

Pływaczka i hokeista

Na jednej życiowej drodze spotkały się w Toruniu dwie uzdolnione sportowo indywidualności: Gizela Nowacka i Andrzej Żurawski. W 1961 roku zawarli związek małżeński.

Andrzej Żurawski, rocznik 1940 był hokeistą - olimpijczykiem w Innsbrucku w 1964 roku, uczestnikiem czterech turniejów o mistrzostwo świata, reprezentantem Polski w latach 1961-1967. W kadrze przez kilka sezonów grał w pierwszym ataku z Józefem Stefaniakiem i Tadeuszem Kilanowiczem. Z Pomorzaninem wywalczył tytuł wicemistrza Polski w 1968 roku i dwukrotnie brązowy medal mistrzostw Polski w latach 1967 i 1969. W barwach Pomorzanina występował do 1974 roku. Był także trenerem toruńskiego zespołu.

W 1981 roku wraz z żoną wyjechał na stałe do Niemiec. Andrzej i Gizela w 2011 roku obchodzili złote gody, a teraz powoli przygotowują się do diamentowych przypadających za dwa lata. Powodzi im się dobrze.

Dużo wojażują po świecie, często przyjeżdżają w odwiedziny do Polski i do Torunia. Mają syna Jacka, obecnie mieszkającego w USA, który jednak nie kontynuuje sportowej pasji rodziców. W tym roku chyba jednak nie przyjadą do Torunia, troszeczkę zdrowie szwankuje. Jestem jednak z nimi w ciągłym i bliskim kontakcie. Zdzwaniamy się częściej niż tylko od czasu do czasu.

Ze sportowej rodziny

Muszę wyjaśnić, że ja pochodzę z tej sportowej rodziny. Mój ojciec Franciszek Wiciński był bratem żony Jana Nowackiego. Ojciec przed wojną był cenionym piłkarzem. Jako junior grał w reprezentacji Torunia, bronił barw klubu wojskowego Gryf. Po wojnie, jako trener, opiekun drużyny związany był z Pomorza-
ninem, Włókniarzem, klubem Stal-PZWANN, Unią Wąbrzeźno i toruńskim Gryfem.

Ojciec najczęściej wspominał mecz drużyny II Korpusu Armii Andersa z reprezentacją Włoch, rozegrany zaraz po wojnie. Na stadionie w Bolonii zmagania obserwowało 40 tysięcy kibiców. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, w czym - jak pisały włoskie gazety - duża była zasługa mojego ojca broniącego bramki. Ojciec zmarł w 1991 roku.

Zięć moich rodziców Ryszard Zakrzewski (zmarły w październiku 2012 r.) grał w piłkę nożną w Gryfie i był zakochany w siatkówce, koszykówce i żużlu. Ja natomiast nigdy zawodowo nie uprawiałam sportu, ale jestem zagorzałym kibicem. Szczególnie bliska jest mi lekkoatletyka. Biegałam, skakałam w dal i wzwyż podczas spartakiad sportowych organizowanych w „Koperniku”, w którym przez wiele lat pracowałam. Teraz zbieram i przechowuję sportowe wspomnienia i trofea moich bliskich.

Udzielam się też kulturalnie. W klubie „Zodiak” Na Skarpie przygotowujemy przedstawienia, skecze i dobrze się bawimy. Niedawno wystawialiśmy „Odę do starości”, a teraz przygotowujemy opowieść o Higienie w babcinych bajkach. Na brak zajęć i nudę nie narzekam.

Gizela Wicińska-Misiakiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowosci.com.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.