Ogród w Toruniu jest jak duże gospodarstwo rolne [ROZMOWA]

Czytaj dalej
Fot. Jacek Smarz
Justyna Wojciechowska-Narloch

Ogród w Toruniu jest jak duże gospodarstwo rolne [ROZMOWA]

Justyna Wojciechowska-Narloch

Z Beatą Gęsińską, dyrektorką Ogrodu Zoobotanicznego w Toruniu rozmawia Justyna Wojciechowska-Narloch.

Niedawno minęło 20 lat od kiedy zaczęła Pani pracę w ogrodzie. Pamięta Pani jej początki?

Tak, mimo upływu lat pamiętam te emocje, stres, ale i radość z rozpoczęcia wymarzonej pracy. W noc poprzedzającą 1 marca 1999 rok obudziłam się o 2 i już nie zasnęłam do rana. Zaczęłam pracę na stanowisku kierownika do spraw hodowlanych, ale po kilku miesiącach zostałam pełniąca obowiązki dyrektora na blisko rok, podczas dłuższej nieobecności ówczesnej pani dyrektor. Był to wtedy dla mnie skok na głęboką wodę, tym bardziej, że władze miasta postanowiły o stworzeniu w ogrodzie Ośrodka Edukacji Przyrodniczo-Ekologicznej.

Czy praca w zoo była Pani marzeniem, czy to raczej przypadek?

To korzystny zbieg okoliczności. Z całą świadomością wybrałam studia zootechniczne, by móc w przyszłości pracować w zoo. Wiele osób stukało się w głowę, bo wówczas po zootechnice pracowało się głównie w PGR lub stadninach. Jednak los chciał, bym zrealizowała swoje zawodowe marzenie. Krótko po tym, gdy zrezygnowałam z nauczania w szkole, przeczytałam ogłoszenie o możliwości zatrudnienia w naszym zoobotaniku. Bez zwłoki złożyłam CV i udało mi się otrzymać tę pracę.

Dwie dekady to kawał czasu. Jak wtedy wyglądał ogród, jakie były priorytety?

Było zupełnie inaczej niż obecnie. Wiele wybiegów było małych, nie spełniających standardów, duża część ogrodu była niezagospodarowana, a całość okalało zardzewiałe, dziurawe ogrodzenie z siatki. Natomiast priorytety były wtedy te same co obecnie, czyli starania o poprawę i stworzenie jak najlepszych warunków dla przebywających tu zwierząt, pozyskiwanie ciekawych gatunków i przystąpienie do Europejskiego Stowarzyszenia Ogrodów Zoologicznych i Akwariów, co udało się w 2007 roku.

Od 7 lat to Pani jest dyrektorem ogrodu. Jak to jest kierować taką dość specyficzną placówką?

Ogród to takie duże gospodarstwo, w którym trzeba zadbać o inwentarz, budynki, pracowników, realizować inwestycje, przestrzegać mnóstwa ustaw, przepisów, a to wszystko przy surowej ocenie zwiedzających, czasem negatywnie nastawionych do takich miejsc jak zoo. Praca trwa tu 7 dni w tygodniu Mamy tu pod opieką obecnie 260 zwierząt, tysiące roślin, prowadzimy zajęcia edukacyjne dla kilku tysięcy dzieci rocznie, odwiedza nas w roku ok. 100 tys. osób. Zawsze coś nieprzewidzianego może się zdarzyć, nieważne, że jest weekend, czy święto.

Co udało się zrealizować podczas tych 7 lat?

To kilka ważnych inwestycji: nowe pomieszczenie i wybiegi dla kóz, osłów, owiec, wolierę dla karakali, nowe woliery dla sów, wyremontowany ogrodowy warsztat, stodoła, wykonane dwie nowe toalety publiczne, zrealizowany projekt przy udziale środków unijnych, w ramach którego powstała wyspa i domek dla lemurów, zagospodarowany został teren przed ptaszarnią i wokół wyspy, powstała wiata dydaktyczna, fontanna. Przygotowaliśmy wybieg dla takinów, wykonano nowy szyld nad wejściem. Niedawno przebudowany został wybieg mundżaków na potrzeby pand małych, które przyjadą już w marcu. Ogród jest przystosowany dla osób niewidomych. Otrzymaliśmy też w tym czasie kilka nagród i wyróżnień.

Jakie są plany rozwojowe, marzenia związane z ogrodem?

Codziennie patrzę na stojący na półkach gruby projekt architektoniczny, wykonany jeszcze w 2016 roku. Gdyby zrealizować go w całości, ogród byłby nowoczesną, bardzo ciekawą, wyjątkową atrakcją Torunia. To moje wielkie marzenie!

Naszej placówce nie jest łatwo przebić się przez wszystkie, liczne atrakcje miasta i żeby przyciągnąć zwiedzających, potrzebny jest rozwój, nowe obiekty. Zdaję sobie sprawę, że zrealizowanie całego tego projektu jest bardzo kosztowne, więc staramy się, by zrobić to etapami. Nie wszystkie jednak decyzje w tym zakresie zależą ode mnie. Liczę bardzo, że w tym roku uda się chociaż utwardzić alejki, by zwiedzający nie musieli skakać przez kałuże i brnąć w błocie po roztopach czy deszczach.

Planujemy kolejne nasadzenia drzew i krzewów, będziemy starali się powiększać kolekcję flory i fauny o ciekawe gatunki. Prowadzimy obecnie nowy projekt społeczny Hortiterapia, czyli terapia ogrodem dla osób niepełnosprawnych intelektualnie.

Justyna Wojciechowska-Narloch

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowosci.com.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.