Paweł Malinowski: Trzeba nauczyć się sobie towarzyszyć

Czytaj dalej
Katarzyna Kachel

Paweł Malinowski: Trzeba nauczyć się sobie towarzyszyć

Katarzyna Kachel

Niektórzy nie wierzą, że duże zmiany są możliwe. A są – przekonuje Paweł Malinowski, psychoterapeuta, absolwent medycyny, autor książki „Umysł, ciało, duchowość. Drogi do zdrowia i rozwoju duchowego z perspektywy psychoterapeuty”. Wyd. Samo Sedno

Co znaczy, kiedy mówimy, że ktoś ma dobrą albo złą energię?
Sądzę, że zwykle oznacza to, jaki poziom optymizmu, życzliwości do świata i ludzi, zaufania i wdzięczności do życia, wiary w sens własnych działań i poczucia spełnienia ma dana osoba. W przeciwieństwie do pretensji do innych lub do siebie samego, obwiniania innych i siebie, kategoryzowania ludzi na dobrych i złych, nieufności, wstydu, pesymizmu, wrogości i rozczarowania życiem.

Na ile zależy to od nas?
Na początku życia bardzo niewiele, jeśli w ogóle coś. Rodzimy się z jakimś wyposażeniem genetycznym, co obejmuje także pewne cechy układu nerwowego, a więc i mózgu. Od początku różnimy się np. wrażliwością emocjonalną czy aktywnością neuronów lustrzanych, co ma przełożenie na poziom wczuwania się w innych. No i mamy jakichś rodziców, którzy mają swoją historię życia i swoje możliwości wchodzenia w autentyczny, emocjonalny kontakt. Nie mówiąc o tym, że mogą być też przemęczeni albo chorzy, co dodatkowo zmieni ich dostępność dla dziecka. Do tego dochodzi jeszcze dobra babcia albo jej brak. A w późniejszych latach lepsza lub gorsza sytuacja wśród rówieśników w szkole - wtedy wprawdzie mamy już pewien wpływ na kształtowanie swojej sytuacji, ale nadal ograniczony, np. nie taki, żeby samodzielnie przeciwstawić się przemocy w grupie rówieśników. Czyli wiele kształtują różne okoliczności życia we wczesnych latach. Im bardziej stajemy się dorośli, tym bardziej ten zakres wpływu powiększa się, o ile podejmiemy pracę nad sobą. Bo można też przeżyć całe życie, praktycznie się nie zmieniając.

Jeśli jednak chcemy się zmieniać, musimy pracować. Nie tylko nad myślami, ale i ciałem. Istnieje zatem psychosomatyka, jak i somatopsychika? Co jest silniejsze?
Moim zdaniem są podobnie silne. Pozostają we wzajemnym sprzężeniu zwrotnym. Trudno skutecznie zadbać o jedno, zaniedbując drugie. Niedożywione, przemęczone ciało oznacza rozregulowaną fizjologię, która będzie sprzyjać przygnębieniu czy stanom lękowym, a także obniżać energię i sprawność układu immunologicznego. Ale też takie zaniedbywanie ciała jest najczęściej odpryskiem wyuczonego w dzieciństwie samozaniedbywania emocjonalnego. Tak, jakbyśmy nie byli kimś dość ważnym czy godnym tego, żeby dbać o własny dobrostan. Co nie oznacza tracenia z oczu innych ludzi. Niektórzy boją się, że życzliwa opieka nad sobą przerodzi się egoizm, którym straszono ich w dzieciństwie. Ironia sytuacji jest taka, że rodzice, którzy małemu dziecku wmawiają egoizm, zwykle sami są przesadnie skoncentrowani na sobie i brakuje im akceptacji dla dziecięcej potrzeby uwagi oraz emocjonalnego kontaktu.

Jak sobie pomóc, by osiągnąć stan swobodnego przeżywania życia?

  • Dlaczego cierpienie staje się pułapką?
  • Dlaczego boimy się zmian?
  • Jak pandemia zmieniła nasze postrzeganie świata i siebie?
Pozostało jeszcze 85% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Katarzyna Kachel

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowosci.com.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.