Ula Sobol

Ruszyły przedszkola i szkoły w czasie koronawirusa. Już nic nie wygląda tak jak przed pandemią. Rodzice są zaniepokojeni

Pierwszy dzień szkoły. Fot. Krzysztof Kapica Pierwszy dzień szkoły.
Ula Sobol

Za nami rozpoczęcie roku szkolnego i pierwszy dzień nauki w czasach koronawirusa. Dzieci się cieszą, nauczyciele boją, a rodzice mają mnóstwo pytań i niejasności.

Ponownie otwarte zostały placówki szkolne. Uczniowie wrócili do szkół. Lekcje nie wyglądają jednak tak jak wcześniej. Z powodu panującej cały czas pandemii koronawirusa, jest bardzo dużo obostrzeń, ale pomimo tego dzieci się cieszą.

- Nie mogłam doczekać się jak wrócę do szkoły. Wreszcie spotkam się z moimi koleżankami i kolegami, a także nauczycielami. Bardzo stęskniłam się za wszystkimi. Chcę już chodzić normalnie do szkoły. Mam nadzieję, że już nigdy nie będzie nauczania online

- z uśmiechem na twarzy mówiła Ania, uczennica ze Szkoły Podstawowej nr 25 w Rzeszowie.

Podobne zdanie miało mnóstwo dzieci. Jednogłośnie zapewniały, że nigdy nie były tak podekscytowane, idąc do szkoły.

- Wreszcie będę mógł usiąść w szkolnej ławce. Nie pamiętam wcześniej, abym tak się cieszył z tego powodu - opowiadał Krzysiek ze Szkoły Podstawowej nr 16 w Rzeszowie. - Miałem już dosyć siedzenia w domu i tej zdalnej nauki.

Szkoła w czasach koronawirusa. Rodzice mają wiele wątpliwości

Dzieci się cieszą, a rodzice mają wiele pytań, wątpliwości. Niektórzy są oburzeni sytuacją, którą zastali 1 września.

- To co zobaczyłem w pierwszy dzień w przedszkolu nr 35 w Rzeszowie z jednej strony mnie rozbawiło, bo to co ostatnio dzieje się w naszym kraju może wydawać się zabawne, ale z drugiej przeraziło, gdyż dotyczy mojego małego syna - napisał do nas jeden z Czytelników.

- Przyprowadzając dziecko do przedszkola jak się okazało na wstępie, musimy czekać 30- 40 minut w kolejce. Staliśmy w deszczu i zimnie. Znając życie jutro będzie katar i problemu z wejściem do placówki (tak na dobrą sprawę fajny patent ze strony przedszkola). Oczywiście w kolejce nikt nie miał maseczki a odstępy wynosiły 30-50 centymetrów.

I dodaje, że kobiety w maskach i przyłbicach gumowymi rękawicami wydzierały mu dziecko mówiąc "inni czekają".

- Później nie pytając mnie o nic zaczęły mu na siłę odkażać ręce. Czy to jest legalne? Czy tak można postępować z dziećmi? Nikt nawet nie zapytał czym on się bawi i kiedy go odbiorę? - wylicza oburzony Czytelnik. - Kuriozalną sytuację podgrzewa fakt, że przyprowadzić dziecko mogę do 8.15 a odebrać dopiero po 15? Mamy jedno auto, miasto nie ma polityki transportowej, więc jeżeli idę do pracy na 10 cz 12 muszę kilka godzin spędzić w parku? A jeżeli skończę wcześniej to nie mogę go odebrać, bo nie minęła 15? Gdzie się podziały nasze prawa? Czy tak ma to teraz wyglądać? Każdy żłobek i przedszkole inaczej interpretuje przepisy, ale żeby odbierać dziecko w progu? Idąc tym tokiem rozumiem, że inne placówki, w których rodzice mogą przebrać dziecko są niebezpieczne? A prywatne, które organizowały adaptację nie powinny być zamknięte?

O komentarz poprosiliśmy dyrektor przedszkola.

- Godziny, które są wyznaczone, czyli 8:15 - czas przyprowadzania dzieci jest to prośba skierowana do rodziców od wielu lat. Jest ona podyktowana tym, że o godzinie 8:30 podawane jest śniadanie. W przedszkolu mamy 275 dzieci i mamy żywienie zbiorowe. Jeśli chcemy podać śniadanie o konkretnej porze to prośba jest taka, aby rodzice przyprowadzali dzieci do placówki nie później niż 8:15 po to, aby dziecko bez pośpiechu mogło się przebrać, pójść do sali, umyć ręce i przygotować się do posiłku. Te godziny wynikają z harmonogramu dnia, ale to nie znaczy, że rodzic nie może przyprowadzić dziecka później. Jeśli rodzic zgłosi nam to wcześniej to my oczywiście dziecko przyjmiemy - mówi Małgorzata Adamska - Jesiołkiewicz, dyrektor przedszkola.

- Dzieci wydajemy o każdej porze o której rodzic przyjdzie. Jeżeli ostatni posiłek jest o godzinie 14:30 i jest to drugie danie, a zajmuje ono dziecku najwięcej czasu to rodzic musi liczyć się z tym, że dziecko nie zje całego posiłku. Natomiast jeśli mowa o gumowych rękawicach, w których panie odbierają dzieci od rodziców to te rękawiczki są cienkie i kolorowe. Zgodnie z procedurami oczekujemy od rodziców, że będą przychodzić z zabezpieczeniem ust i nosa używając maseczki, albo przyłbicy i te same procedury bezpieczeństwa wdrożyliśmy u pracowników przedszkola. Robimy to wszystko dla obustronnego bezpieczeństwa.

Rodzice są również oburzeni funkcjonowaniem niektórych świetlic szkolnych.

- Organizacja pracy świetlicy szkolnej w Szkole Podstawowej nr 25 w Rzeszowie została tak beznadziejnie zaplanowana, że o ile w godzinach porannych nie ma problemu z przyjęciem dziecka do świetlicy i uczeń po prostu wychodzi z niej na zajęcia dydaktyczne, to po południu dzieci można odebrać jedynie o stałej, zadeklarowanej w karcie godzinie: 13.30, 14.30, 15.30 lub 16.30. Odebranie dziecka będzie polegało na tym, że pracownik świetlicy zbierze o jednej z tych godzin uczniów, którym zadeklarowano odbiór na którąś z tych godzin, i zejdzie z nimi do szatni. A co z dziećmi rodziców, którzy nie mają stałego czasu pracy i pracują w różnych godzinach? - pyta zdenerwowany rodzic, ucznia SP nr 25 w Rzeszowie.

- Wiele rodziców ma zmienny grafik i przykładowo jednego dnia czy tygodnia pracuje do godziny 14, drugiego do 15 a innego do 17. Ostatnie "zejście" ze świetlicy do szatni odbywa się o godzinie 16.30 i dziecko jak najszybciej musi opuścić budynek szkoły. Czy w związku z tym ma ono sterczeć pół godziny przed budynkiem szkoły w oczekiwaniu na rodzica?Dlaczego nie może pójść po lekcjach na świetlicę na półtorej godziny np. od 13.30 do 15, tak jak to było do tej pory?

Z zapytaniem zadzwoniliśmy również do dyrekcji Szkoły Podstawowej nr 25 w Rzeszowie.

- Organizacja pracy świetlicy jest podyktowana sytuacją epidemiczną i brakiem możliwości poruszania się po terenie szkoły osób nie będących pracownikami. Nadmienię, że w naszej szkole świetlica znajduje się daleko od wejścia do budynku i osoba odbierająca dziecko musiałaby przejść dwa piętra aby dotrzeć do bloku sal świetlicy. Stąd też konieczność odprowadzenia dzieci do szatni przez osobę nadzorującą o podanych godzinach wyjść ze świetlicy. Z szatni ubrane dziecko jest odebrane przez rodzica/opiekuna

- wyjaśnia Bożena Zięba, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 25 w Rzeszowie.

- Po rozmowach i licznych prośbach z rodzicami postanowiłam, że zmieni się grafik wyjść ze świetlicy i aby udogodnić odbiór dzieci dokładam godziny wyjść. Obecnie wprowadzam nowy grafik i już dzisiaj zamieścimy na stronie szkoły. Rodzice/ opiekun dziecka mają do wyboru więcej terminów wyjść. Począwszy od godziny 13 co pół godziny do godz.16.30, czyli: 13, 13.30, 14, 14.30, 15.15.30, 16, 16.30. O godz. 17 nauczyciel sprowadza ostatnią grupę (Czas po 10 minut na każde zejście).

Pani dyrektor zapewnia, że w poszczególnych dniach tygodnia według życzenia rodziców deklarowany czas może być inny.

- W przypadkach szczególnych rodzice mogą kontaktować się ze świetlicą lub sekretariatem i dziecko zostanie sprowadzone - dodaje dyrektor SP nr 25 w Rzeszowie. Prosimy o wyrozumiałość w tych pierwszych dniach. Chodzi nam tylko o bezpieczeństwo dzieci.

Ula Sobol

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowosci.com.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.